Planowane zmiany w brytyjskim prawie mieszkaniowym – korzystne tylko dla bogatych?

1194
fot. The Guardian

Kilka dni temu przed budynkiem brytyjskiego parlamentu odbył się protest pod hasłem: „Kill the housing bill” („Precz z projektem ustawy o mieszkalnictwie”). Organizatorzy demonstracji krytykowali planowane zmiany w brytyjskim prawie mieszkaniowym i przekonywali, że „rząd doprowadzi do pogłębienia kryzysu mieszkaniowego”. Przedstawiciel grupy Radical Housing Network nazwał projekt ustawy o mieszkalnictwie „nikczemnym prawodawstwem”, podczas gdy członkowie organizacji Architects for Social Housing stwierdzili, że “dawno nie było w Wielkiej Brytanii propozycji tak niebezpiecznych i dalekosiężnych zmian w prawie”. Które przepisy nowej ustawy o mieszkalnictwie wywołały największe kontrowersje?

1. Mieszkania komunalne będą wynajmowane na czas określony.

Do tej pory umowy najmu mieszkań komunalnych były zawierane na czas nieokreślony. Według nowych przepisów umowy będą zawierane na czas określony, wynoszący od dwóch do pięć lat. Nie później niż na 6 miesięcy przed upływem terminu umowy najmu wynajmujący będzie zobowiązany przeanalizować sytuację mieszkaniową najemcy, a następnie zadecydować, czy chce mu zaproponować kolejną umowę. Jeśli wynajmujący nie zaoferuje najemcy kolejnej umowy, najemca będzie miał możliwość odwoływania się od tej decyzji. Trudno powiedzieć, na ile skuteczny będzie jego głos sprzeciwu, ponieważ ustawa nie zdefiniowała procedury odwoławczej w sposób precyzyjny. Zawieranie umów na czas określony ma prowadzić do efektywniejszego wykorzystywania zasobów komunalnych i udostępniania ich tym osobom, które rzeczywiście ich potrzebują. Efektywność ma jednak swój koszt – krytycy zauważają, że umowy na czas określony odbierają mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa i uniemożliwiają tworzenie trwałych wspólnot sąsiedzkich. Danny Dorling, profesor geografii Uniwersytetu Oksfordzkiego, podkreśla, że nowe prawo jest dowodem na istnienie rozdźwięku między politykami a ich elektoratem. Według niego:

„Projekt ustawy o mieszkalnictwie pokazuje, że rządzący nas nie rozumieją. Nie wiedzą, dlaczego ważne jest poczucie bezpieczeństwa płynące z umowy na czas nieokreślony, dlaczego ważna jest świadomość, że będziesz mógł dalej mieszkać w tym samym domu, podczas gdy twoje dzieci będą dorastać i chodzić do szkoły, że nie będziesz musiał się ciągle przeprowadzać, a twoje dzieci nie będą musiały co chwilę zmieniać szkoły”.

2. Będzie się podwyższać czynsze lokatorom mieszkań komunalnych, którzy zarabiają więcej niż wyznaczony limit.

Zgodnie z polityką „pay to stay” („zapłać, aby zostać”) mieszkańcy, którzy zarabiają więcej niż wyznaczony limit, zostaną postawieni przed wyborem: albo się wyprowadzić, albo płacić wyższy czynsz. Nie wiadomo, jak będą obliczane podwyżki czynszów, ponieważ ustawa pozostawia to do decyzji sekretarza stanu. Sekretarz stanu będzie decydować, czy czynsze powinny być zrównywane ze średnimi czynszami na rynku prywatnym, czy może powinny być obliczane w odniesieniu do innych wskaźników. W ustawie nie ma też dokładnych wytycznych dotyczących sposobu, w jaki wyznaczane będą limity dochodów. Z informacji na stronie Parlamentu wynika, że limity te będą najprawdopodobniej dość niskie: 40 tysięcy funtów rocznie w przypadku mieszkańców Londynu i 30 tysięcy funtów rocznie w przypadku pozostałych Brytyjczyków. Rząd prezentuje politykę „zapłać, aby zostać” jako narzędzie sprawiedliwości społecznej i twierdzi, że dzięki temu rozwiązaniu „lokatorzy z wyższymi dochodami będą płacić czynsze odpowiadające ich możliwościom finansowym, podczas gdy osoby, które naprawdę potrzebują pomocy, będą dalej taką pomoc otrzymywać”. Nie brakuje jednak krytyków, którzy twierdzą, że „zapłać, aby zostać” będzie promować bierność, ponieważ wielu lokatorom przestanie zależeć na zwiększaniu swoich zarobków. Dawn Foster alarmuje na łamach „The Guardian”: „Polityka Torysów będzie zachęcać ludzi, by mniej pracowali, bo inaczej stracą swoje domy”. Wątpliwości budzi także sposób obliczania dochodów, które staną się podstawą do ewentualnych podwyżek. Nie wiadomo, czy będą się liczyły dochody bieżące czy (na przykład) zeszłoroczne, ani w jaki sposób będzie się kalkulować dochody osób pracujących w zmiennym wymiarze godzin. Wprowadzenie w życie polityki „zapłać, aby zostać” będzie więc – co zauważa Ann Williams z portalu openDemocracy„niezwykle skomplikowane, a poza tym będzie wiązało się z ogromnymi kosztami administracyjnymi”.

3. Państwo będzie zachęcać deweloperów do budowy „starter homes”, czyli „domów startowych” (przeznaczonych dla osób, które nie posiadają jeszcze nieruchomości).

Według nowych przepisów władze będą przekazywać prywatnym deweloperom tereny postindustrialne przeznaczone pod ponowną zabudową, tzw. „brownfields”. Deweloperzy nie tylko będą przejmować grunty publiczne, ale też zostaną zwolnieni z wielu opłat planistycznych – wszystko to pod warunkiem, że będą budować „domy startowe”, a następnie sprzedawać je z rabatem wybranym nabywcom. Rabat w wysokości 20% w stosunku do cen rynkowych będzie przysługiwać osobom, które nie posiadają jeszcze nieruchomości i nie przekroczyły 40 roku życia. Grupa docelowa programu „domów startowych” będzie więc podobna jak w przypadku polskiego „Mieszkania dla Młodych”. Maksymalne ceny „domów startowych” będą ustalane przez państwo i według aktualnych ustaleń mają one wynosić: 250 tysięcy funtów w przypadku nieruchomości poza Londynem i 450 tysięcy funtów w przypadku nieruchomości w Londynie. Nie są to wcale ceny niskie, ponieważ – jak wylicza organizacja Shelter – na zakup domu z programu będzie mogła sobie pozwolić tylko 1/3 najbogatszych londyńczyków. W przypadku osób zarabiających tzw. „living wage” (pensję wystarczającą na utrzymanie) dostępność domów startowych będzie jeszcze mniejsza. Według organizacji Shelter osoby o takich dochodach będą kwalifikować się do programu tylko w 2% najtańszych regionów Wielkiej Brytanii. Większość z 200 tysięcy domów startowych trafi więc do osób dość zamożnych, podczas gdy biedni będą skazani na najem nieruchomości z rynku prywatnego.

Krytykuje to Dan Wilson Craw z organizacji Generation Rent, który przewiduje,

że 5 milionów Brytyjczyków „będzie musiało wynajmować na rynku prywatnym i wydawać na czynsze połowę swoich dochodów. Gdyby David Cameron zmienił priorytety i skupił się na budowie mieszkań komunalnych, to wreszcie uporałby się z kryzysem braku tanich mieszkań. W miarę jak zmniejszałby się popyt na najem mieszkań z rynku prywatnego, spadałaby czynsze, a najemcy mieszkań z rynku prywatnego mogliby zacząć oszczędzać na mieszkania własnościowe”.

4. Zmniejszy się liczba mieszkań komunalnych, ponieważ władze lokalne będą zobowiązane sprzedawać mieszkania o wysokiej wartości rynkowej.

Jeśli zwolni się mieszkanie komunalne o wysokiej wartości rynkowej (np. położone w modnej dzielnicy), władze lokalne będą musiały je sprzedać. Dochody w teorii mają zostać wykorzystane do budowy nowych mieszkań komunalnych, ale mało kto wierzy w obietnice zastępowania każdego sprzedanego mieszkania komunalnego innym, nowo wybudowanym. Według Licencjonowanego Instytutu Mieszkalnictwa (Chartered Institute of Housing) zastępowanie mieszkań komunalnych na zasadzie 1:1 jest nierealne, ponieważ obecnie jedna nowa nieruchomość przypada średnio na dziesięć sprzedanych. Zdarza się, że nawet zastępowanie na zasadzie 1:10 nie dochodzi do skutku – tak dzieje się chociażby w Manchesterze, gdzie w miejsce 960 mieszkań komunalnych sprzedanych od roku 2012 powstały zaledwie dwa nowe. Organizacja Shelter ocenia, że nowe przepisy doprowadzą do redukcji liczby mieszkań komunalnych o co najmniej 113 tysięcy. Zmiany w prawie będą najbardziej odczuwalne w Londynie – specjaliści wyliczyli, że przynajmniej 60% mieszkań komunalnych w dzielnicach Camden i Islington zostanie zakwalifikowanych jako nieruchomości o wysokiej wartości rynkowej, a następnie sprzedanych. Tym samym drastycznie zmniejszy się liczba tanich mieszkań do wynajęcia w centrum stolicy. Jak zauważa Aditya Chakrabortty na łamach „The Guardian”: „Wystarczy popatrzeć na to, co już się dzieje na rynku prywatnym, gdzie biedniejsze rodziny są wypychane na peryferia. Za sprawą nowych przepisów centrum miasta stanie się enklawą zarezerwowaną tylko dla bogaczy”. Aditya Chakrabortty bezlitośnie podsumowuje rozwiązania proponowane w ustawie o mieszkalnictwie:

„To nie jest poważna polityka mieszkaniowa. To śmiertelny cios wymierzony w mieszkalnictwo komunalne w centralnym Londynie i zmasowany atak na lokatorów mieszkań komunalnych w pozostałych częściach kraju. Deweloperzy dostaną dziesiątki miliardów funtów z kieszeni podatników na poczet budowy ‘przystępnych cenowo’ domów, których ceny będą zbyt wysokie dla większości Brytyjczyków. Tak właśnie wygląda ideologia w postaci czystej – tylko cienki woal retoryki przykrywa bezwstydny transfer pieniędzy i zasobów, które zabierane są biednym i przekazywane bogatym”.

Czy rzeczywiście planowane zmiany w brytyjskim prawie mieszkaniowym zasługują na tak surową ocenę? Warto zadać sobie to pytanie w kontekście najnowszego raportu fundacji Habitat for Humanity pt. „Mieszkalnictwo w Polsce”. Z raportu wynika, że wielu polskich samorządowców chciałoby wprowadzenia umów na czas określony w przypadku mieszkań komunalnych. Z ust polskich urzędników padają też postulaty, by okresowo weryfikować dochody lokatorów i by zmuszać osoby o zbyt wysokich zarobkach do zwalniania mieszkań komunalnych. Czy w istocie więc są to pomysły, których nie należy wprowadzać do prawa mieszkaniowego? I czy naprawdę rację mają ci, którzy krytykują program „domów startowych” oraz plany sprzedaży mieszkań komunalnych o wysokiej wartości, przedstawiając je jako rozwiązania, na których skorzystają co najwyżej osoby zamożne?

Tekst nadesłany przez: Krystynę Szurmańską

Więcej można znaleźć tutaj

BRAK KOMENTARZY